Marshall JCM900 4501

Marshall JCM900 4501

Słowem wstępu
Chyba nawet sam Jim Marshall na początku swej muzycznej działalności nie mógł spodziewać się, że stworzona przez niego marka wzmacniaczy gitarowych stanie się kiedyś ikoną w świecie muzyki rockowej i jej pochodnych. Od Erica Claptona, Jimi’ego Hendrixa, Gary’ego Moore’a przez Iron Maiden, Metallicę, Ozziego, aż po Mudvayne’a czy System Of A Down – to tylko kropla w morzu zespołów i wykonawców sięgających po produkty firmy Jima Marshalla. Szczególnie miłośnicy cięższych brzmień upodobali sobie jego wzmacniacze, ceniąc sobie ich charakterystyczne brytyjskie brzmienie. Serią, która święciła chyba największe tryumfy w studiach nagrań i halach koncertowych, była seria JCM 800, wystarczy wymienić takie postaci jak Slash, Zakk Wylde, czy Angus Young, którzy 800tki nie zamieniliby na żaden inny wynalazek.

Mimo ogromnej popularności, Marshall zawiesił produkcję JCM800 na początku lat 90. i skupił się na wprowadzaniu jego następcy – JCM900. Wchodząc w nową dekadę, firma, idąc z biegiem czasu, przygotowała produkt dla nowo powstałych zespołów i stylów muzycznych. Nowa seria miała łączyć solidne cechy klasycznych wzmacniaczy z nowatorskimi rozwiązaniami. Przede wszystkim chodziło o WIĘCEJ GAINU!:)

Specyfikacje
Posiadany przeze mnie model to JCM900 4501 High Gain Dual Reverb Combo.
Oto garść specyfikacji:
- Głośnik – 12″ Celestion G12T-75
- Lampy: przedwzmacniacz – 3xECC83, końcówka – 2×5881
- 2 kanały ze wspólną 3-pasmową korekcją (bass, treble, middle)
- osobna kontrola master volume, gain i reverb dla obu kanałów
- potencjometr presence
- wejście na footswitch (FS-2)
- możliwość redukcji mocy z 50W na 25W
- pętla efektów z kontrolą poziomu głośności
- 2 wyjścia głośnikowe z przełączaną impedancją (4/8)
- wyjścia Direct i Recording Compensated (np do mixera)
Z rzeczy mniej technicznych, a rzucających się w oczy wymienić można klasyczny Marshallowski design i bardzo praktyczne rączki po obu stronach comba znacznie ułatwiające jego transport.

Gramy
Czego nie można temu piecowi odmówić, to na pewno uniwersalności. Kanał czysty pozostaje czysty przy dużych głośnościach, dzięki kontrolce presence i przy odpowiednim manipulowaniu gainem i reverbem, mamy do dyspozycji szeroką paletę czystych brzmień – delikatne, ciepłe, metaliczne, dzwoniące, szklane…
Dzięki osobnej kontroli gainu i głośności, jednym dociśnięciem przycisku (na panelu lub fooswitch’u) możemy z krystalicznie czystego brzmienia przełączyć się na ekstremalnie ciężkie granie. Kanał przesterowany ma kontrolę gainu od 1 do 20, przy czym ustawienie na 9 już daje nam poziom przesterowania zbliżony do maksimum możliwości przesterowania Peaveya Classica. Przy odpowiednim dostosowaniu korekcji do własnych potrzeb, możemy bawić się przesterami do woli, za równo w kwestii rytmiki jak i solówek. Co do brzmień solowych, połączenie gryfowego humbuckera z rozkręconym reverbem i (rozsądnie) gainem pozwala rozkoszować się dźwiękami zbliżonymi do klasycznych bluesrockowych solówek. Zbliżonymi – bo JCM900 wyraźnie różni się od JCM800, ma własny charakter z wyczuwalną nutką nowości.

Co do charakteru brzmienia, silnie zależy ono od wybranej mocy wyjściowej comba. Redukcja mocy nieznacznie tylko wpływa na poziom głośności (zmniejsza go o ok. 20%), natomiast wyraźnie zmienia charakter brzmienia z metalowego na bardziej hard rockowy. Mimo to na 25 watach spokojnie pogramy tak ciężko, jak tylko możemy sobie wymarzyć (słowa High Gain stawiają tę sprawę jasno:)

To co może nie podobać się w tym piecu, to jakość brzmienia przy niskim poziomie głośności. I nie chodzi tu o poziom przesterowania (co jest charakterystyczne dla wzmacniaczy w pełni lampowych) – pod tym względem akurat JCM900 wyróżnia się pozytywnie, zwłaszcza przy zredukowanej mocy. Chodzi jednak o jakość przesteru – mnie osobiście od razu skojarzył się z wzmacniaczami tranzystorowymi przez “zamknięte”, syntetyczne brzmienie przesteru. Można to w pewnym stopniu zniwelować przy pomocy korekcji pasm, czy presence, aczkolwiek mnie pozostał w tej kwestii pewien niesmak. Na szczęście przy rozkręceniu master volume powyżej 3-4, wzmacniacz nabiera charakterystycznej dla lampiaków pełni dźwięku.

Często wśród użytkowników JCM9000 można spotkać się z sugestiami wymiany lamp końcówki mocy na EL34, co ma nieco “znaturalizować” brzmienie pieca i zwiększyć jego dynamikę, aczkolwiek osobiście tego nie praktykowałem.

Suma sumarum
Szukałem wzmacniacza uniwersalnego, takiego, na którym grając na żywo mógłbym w jednej chwili zmienić się z Buddy Guya w Maxa Cavalerę;) Model 4501 daje taką możliwość dzięki swej brzmieniowej uniwersalności zarówno pod względem dźwięku, jak i zastosowanych rozwiazań technicznych. Spokojnie można ćwiczyć na nim w domu, nagrywać, zagrać próbę, czy nawet koncert (podpinając pod zewnętrzną pakę, czy też nagłaśniając mikrofonem) bez szkody zarówno dla zmysłów grającego, jak i słuchaczy.

Tagi: Marshall JCM900 4501

Napisz komentarz