Krótka historia gitary basowej

Krótka historia gitary basowej

Na samym początku była Viola da Gamba. Instrument ten o jakże wdzięcznej nazwie pojawił się w średniowiecznej Europie. Stroiło się go kwartami – tak jak dzisiejszą basówkę i grało się na nim smyczkiem – to już nie tak jak na basówce. Viola da Gamba ewoluowała do kontrabasu.

Kontrabas wraz z osadnikami trafił do Ameryki, gdzie zainteresowali się nim muzycy grający country, blues i jazz. Pojawiła się technika gry szarpanej (jesteśmy coraz bliżej współczesnej basówki). Niestety kontrabas miał wiele minusów jeśli chodzi o muzykę estradową – był zbyt duży, by go transportować, zbyt cichy w hałaśliwych jazzujących składach i nie miał progów – co było przeszkodą w precyzyjnym trafianiu w dźwięki niewykształconym muzycznie instrumentalistom.

Tu z pomocą przyszedł Ole Fender – wybitny amerykański konstruktor instrumentów elektrycznych (znacie go?). Wymyślił on bowiem instrument o nazwie Fender Precission Bass. Ten model stał się ojcem ojców wszystkich gitar basowych. Łączył w sobie pozytywne cechy kontrabasu – (stroiło się go tak samo, miał tak samo grube struny), natomiast pozbawiony był jego wad (był o wiele mniejszy, sygnał z przetwornika elektrycznego można było dowolnie wzmocnić no i miał progi na gryfie – stąd nazwa “Precission”).

Dziś sedno konstrukcji basówki jest w zasadzie takie samo, natomiast podejście do gitary basowej diametralnie się zmieniło. Nie służy ona wyłącznie dodaniu tła – bywa fundamentem całych gatunków muzycznych, np. funk nie mógłby bez niej istnieć. Często zostaje wyniesiona do rangi instrumentu solowego, wokół którego tworzy się zespół (np. Les Claypool, Krzysztof Ścierański).

Powstały basówki pięciostrunowe (strojone kwartami i z jedną struną niższą od najniższej gitarowej) i sześciostrunowe (dodana najwyższa struna – jak gitarowa H). Można spotkać gitary basowe mające jeszcze więcej strun – 9 a nawet 11 (www.jerzydrozdbasses.com). Są gitary nie posiadające główki, które stroi się przy mostku. Wreszcie są też gitary bezprogowe – i tu koło się zamyka. Pan Fender męczył się tyle czasu, żeby ułatwić życie basistom, a teraz oni sami je sobie utrudniają.

Polecam do posłuchania:
- Level 42, w którym na basie zasuwa Mark King
- Weather Report oraz solowych projektów Jaco Pastoriusa
- Victora Wootena – ten facet naprawdę wie co się powinno robić z gitarą basową
- Markusa Millera
- Wojtka Pilichowskiego – najlepszego basisty po tej stronie oceanu
- Krzysztofa Ścierańskiego

oraz wszystkiego, co z basem mniej lub bardziej związane…

Tagi: gitara basowa, historia basu

Komentarze (1)

  1. Łukasz pisze:

    Wielkie brawa za ten artykuł, profesjonalnie napisany, bardzo ciekawy oraz przydatny, warty przeczytania gratuluję.

Możliwość dodawania komentarzy została zamknięta.