Jim Morrison – są rzeczy znane i nieznane, a pomiędzy nimi drzwi

Jim Morrison – są rzeczy znane i nieznane, a pomiędzy nimi drzwi

8 grudnia 1943 roku na Florydzie przyszedł na świat człowiek stworzony dla muzyki, poezji i kultury – James Douglas Morrison. Urodził się w rodzinie pochodzenia szkocko-irlandzkiego, jako najstarszy syn George’a Stephena Morrisona i Clary Clark Morrison. Jego ojciec, jak często pisał – był dla niego źródłem wszelkich frustracji, złości i buntu. Jim zdawał się nie radzić sobie z profesją papy i atmosferą domowego rygoru. George Morrison – admirał, dowódca floty amerykańskiej na Pacyfiku podczas II Wojny Światowej nie uchodził za uosobienie spokoju i delikatności. Niejeden raz krytykował młodego Jima za zbyt odważną długość włosów, za zainteresowania, a nawet za rzeczy, które sprawiały mu radość. Dlatego Jim Morisson już od najmłodszych lat był dzieckiem zamkniętym w sobie i niezwykle wrażliwym. Do dziś ogromne kontrowersje wzbudzają słowa: “Ojcze? Tak Synu? Chce cię zabić!” (The End). To właśnie w osobie ojca można upatrywać się późniejszych fascynacji rebelianckich młodego Morrisona.

Odczuwał wewnętrzną potrzebę szokowania, bycia innym niż wszyscy. Już w szkole często przekraczał granice dobrego zachowania wywołując na twarzach innych osób zakłopotanie czy niesmak. Przesławne stały się wymyślane przez niego podczas jazdy szkolnym autobusem, historie nastawione głównie na zbulwersowanie pasażerów.

Morrison dość wcześnie opuścił rodzinny dom. Wstępując na uniwersytet pozwolił sobie na specyficzny i niezbyt wyrafinowany żart – z rozmysłem podał fałszywą oczywiście informację o tym, że oboje jego rodziców nie żyje. To jednak na studiach zaczął się naprawdę rozwijać i podążać coraz szybciej w kierunku poezji i muzyki. Jego talent i niezwykła wrażliwość czyniły go innym od rówieśników, zainteresowanych przede wszystkim baseballem czy podbojami miłosnymi. Morrison od 18 roku życia zaczął pić. Nie robił tego jednak dla towarzystwa czy potrzeby topienia smutków w wódce. Pragnął się po prostu upijać. Studia na kierunku filmowym nie przynosiły mu satysfakcji, a już wkrótce miał nadejść moment prawdziwego niepowodzenia. Wyreżyserowana przez niego praca dymplomowa okazała się być wielkim niewypałem i potwierdziła tylko, że jego pobyt na UCLA był stratą czasu. Jego zły nastrój i ogromny dół potęgowało także rozstanie z dziewczyną – Mary Frances Werbrlow. Pewnego dnia, podczas powrotu z plaż Venice spotkał na dziedzińcu człowieka, którego bardzo podziwiał – Raya Manzarka. Od tego czasu często przesiadywał w klubie Turkey Joint West, gdzie słuchał z zangażowaniem grupy Rock and the Ravens – zespołu Raya. Pewnego pamiętnego wieczoru Manzarek poprosił młodego Morrisona by z kilkoma studentami szkoły filmowej stworzyli chórek w “Louis louis”. Po tym wydarzeniu wszystko potoczyło się błyskawicznie. Już wkrótce Rock and the Ravens miał wystapić z duetem Sony and Cher. Niespodziewanie, tuż przed koncertem jeden z członków opuścił grupę. Potrzebna była brakująca osoba, inaczej grupa nie dostałaby ani grosza z występu. Manzarek bez namysłu zaproponował Jimowi występ. Morrison wspominał później, że żaden zarobek nie przyszedł mu jeszcze tak łatwo.

W 1965 roku cudem uniknął służby wojskowej, kłamiąc iż nadal jest studentem UCLA. W tym czasie Venice stało się dla niego azylem i w pewnym sensie opoką. W tym właśnie czasie powstały utwory “Hello I love you”, “People are strange” czy “End of the night”. Kariera potoczyła się błyskawicznie. Zdaje się jednak, że Jim Morrison nie był psychicznie przygotowany na to by stać się wielką gwiazdą rocka. Alkohol i narkotyki były dla niego ucieczką od sławy, rozgłosu. Jego jakże krótka kariera to ciągłe pasmo skandali i awantur.

Najważniejszą osobą w życiu Morrisona była jego przyjaciółka Pamela Courson. Jako dobry duch, wielokrotnie próbowała odwieść go od destrukcyjnego stylu życia. Postanowili zmienić nawet otoczenie wyprowadzając się do Paryża. Tam Jim powoli dochodził do siebie.

3 lipca 1971 roku, świat obiegła wiadomość o niespodziewanej śmierci Jima Morrisona. Do dzisiejszego dnia, jego zgon jest przedmiotem wielu spekulacji. Wg oficjalnych informacji mówi się, że Morrison zmarł na atak serca. Coraz częściej jednak podejrzewa się, że przyczyną jego śmierci było przedawkowanie heroiny.

Jedna z najbardziej wpływowych postaci współczesnej kultury, wielki muzyk, poeta, ale i zagubiony , wrażliwy człowiek odszedł. Do dziś, na jego grobie w Paryżu składane są dziesiątki bukietów kwiatów. Świat o nim nie zapomniał i nie zapomni. Poezja Morrisona, tak jak muzyka kapeli The Doors są ponadczasowe ponieważ: “Ulubieńcy bogów umierają młodo, lecz później żyją wiecznie w ich towarzystwie” – Fryderyk Nietzsche.

Tagi: Jim Morrison

Napisz komentarz