Egzotyka świata gitarowego: Gdy zwykła kostka przestaje wystarczać

Egzotyka świata gitarowego: Gdy zwykła kostka przestaje wystarczać

Doskonaląc w pocie czoła swój muzyczny warsztat, ale także słuchając ulubionych wykonawców, nieraz zadajemy sobie pytanie: “Co jeszcze nowego i oryginalnego można wymyślić? Jak urozmaicić swoją twórczość, w jaki sposób wyróżnić się spośród rzeszy innych muzyków?” Inspiracją mogą być przykłady artystów, którzy wpisali się w gitarową historię m.in. stosując nietypowe techniki gry lub unikalne, często własnego pomysłu, instrumenty. W moim nowym cyklu pt.: “Egzotyka świata gitarowego”, przedstawię Wam plejadę właśnie takich mistrzów gitary oraz ich koncepcji na odejście od sztampy.

Gdy zwykła kostka przestaje wystarczać…

Palce czy kostka? To dylemat, przed którym zapewne wielu z nas, gitarzystów, stawało na pewnym etapie muzycznej edukacji. Historia rocka zna jednak artystów, którzy wypracowali inne, często bardzo oryginalne pomysły na wydobywanie dźwięków z instrumentu… Pionierem był tu oczywiście Jimi Hendrix, który w scenicznym amoku szarpał struny zębami, zaś do jego najsłynniejszych naśladowców niewątpliwie należy Steve Vai, którego autor tego tekstu miał okazję widzieć liżącego gryf w trakcie koncertu :-). Kreatywność rockmanów sięga jednak jeszcze dalej…

Nie tylko inżynier wierci
Wykorzystanie wiertarki z przyklejoną do wiertła kostką w celu uzyskania superszybkiego tremolo to z pewnością jeden z bardziej efektownych pomysłów Paula Gilberta. Amerykański wirtuoz, który sławę zdobył w formacji Racer X, użył urządzenia firmy Makita, wykonując brawurową partię z utworu Mr. Big “Daddy, Brother, Lover, Little Boy” w harmonii z basistą Billym Sheehanem (druga wiertarka!). Popis na dwa wiertła cieszył się ogromnym uznaniem publiczności na świecie. Jednak pionierem tej “techniki” był nie kto inny jak Eddie Van Halen – elektryczne narzędzie w jego dłoniach możemy usłyszeć w utworze “Poundcake” z albumu F.U.C.K. (1991). Z całym szacunkiem dla Mistrza Edwarda, trzeba jednak przyznać, że Gilbertowi i Sheehanowi udało się uzyskać bardziej “muzyczny”, milszy dla ucha efekt.

Nie tylko Paganini smyczkuje
Smyczek zamiast kostki? Ależ oczywiście! Kojarzony wcześniej tylko ze skrzypcami czy wiolonczelami sprzęt przebojem wprowadził na “rockowe salony” Jimmy Page, wykorzystując go ze znakomitym efektem w monumentalnym “Dazed and Confused” swojej formacji Led Zeppelin. Mało kto jednak wie, że na nowinki z Zachodu szybko i umiejętnie odpowiedzieli polscy muzycy – na kultowej płycie “Ogień” Breakoutu i Miry Kubasińskiej w dwóch utworach smyczkiem na basie gra Jerzy Goleniewski, co bynajmniej nie jest jedynym elementem stanowiącym o wyjątkowości tego albumu.

Między gryfem a klawiaturą
Wiertarka czy smyczek w opisywanych powyżej przypadkach były jedynie urozmaiceniem stylu gry muzyków grających na co dzień w standardowy sposób. Co innego nasz kolejny bohater – amerykański muzyk TJ Helmerich, który jest najbardziej chyba znanym artystą grającym na zwyczajnej, sześciostrunowej gitarze techniką “pianistyczną” – nie szarpiąc strun, a jedynie wykonując oboma rękami figury hammer-on i pull-off (dobrze znane gitarowej braci, lecz w nieco innym kontekście). Pozwala mu to uzyskiwać nieosiągalne tradycyjnymi metodami brzmienie i frazowanie. Helmerich jest mistrzem stylu fusion, mającym na koncie współpracę z licznymi gwiazdami gatunku, a także cenionym producentem. Inna, znana specjalistka od tego sposobu gry to Jennifer Batten, była gitarzystka Michaela Jacksona, która za pomocą tej techniki wykonywała znane kompozycje muzyki klasycznej.

Jest także wielu muzyków, którzy poszli jeszcze dalej w naśladowaniu pianistów, grając równolegle na dwóch gryfach akompaniament i melodie czy solówki… Więcej na ten temat już w kolejnej części cyklu.

Tagi: ciekawostki, Jimmy Hendrix, Jimmy Page, Steve Vai, Van Halen

Możliwość dodawania komentarzy została zamknięta.